ASF nie zagraża ludziom. Dla hodowców świń to wciąż groźny przeciwnik

ASF nie zagraża ludziom. Dla hodowców świń to wciąż groźny przeciwnik

Afrykański pomór świń nie przenosi się na ludzi ani na inne gatunki zwierząt, ale dla hodowców trzody to nadal jedna z najpoważniejszych chorób, z jakimi trzeba się liczyć. Wystarczy jedno mechaniczne zawleczenie wirusa do stada, by problem urósł do skali, której nie da się już rozwiązać prostym leczeniem. W takich sytuacjach weterynaria działa twardo, bo przy ASF nie ma miejsca na półśrodki. Dlatego tak mocno podkreśla się bioasekurację – nawet tam, gdzie hodowla jest niewielka.

  • Gdy choroba omija ludzi, hodowcy nie mogą odetchnąć
  • Najczęściej wirusa przenosi człowiek albo dzik
  • Nawet mała chlewnia potrzebuje szczelnej bioasekuracji

Gdy choroba omija ludzi, hodowcy nie mogą odetchnąć

ASF, czyli afrykański pomór świń, dotyczy wyłącznie świń i dzików. To ważna wiadomość dla mieszkańców, ale jeszcze ważniejsza dla osób, które utrzymują choćby niewielkie stado. Wirus nie stanowi zagrożenia dla człowieka, jednak po wejściu do chlewni potrafi siać spustoszenie wśród zwierząt.

Z informacji przekazywanych przez służby weterynaryjne wynika, że jedyną metodą zwalczania choroby pozostaje postępowanie administracyjne – chodzi o likwidację chorych i podejrzanych o zachorowanie świń oraz ich utylizację. To pokazuje skalę problemu. ASF nie daje pola do negocjacji ani do czekania na poprawę.

Najczęściej wirusa przenosi człowiek albo dzik

Wbrew obawom wielu osób ASF nie szerzy się drogą powietrzną. Zakażenie pojawia się wtedy, gdy czynnik chorobotwórczy zostanie mechanicznie wniesiony do stada. W polskich warunkach za najważniejsze źródła szerzenia się wirusa uznaje się człowieka oraz dziki.

Do ognisk choroby w Polsce prowadziło już kilka dobrze znanych scenariuszy:

  1. nielegalny handel chorymi świniami,
  2. wnoszenie do gospodarstwa tusz lub tkanek dzików i świń zanieczyszczonych wirusem ASF,
  3. przenoszenie wirusa przez ludzi i sprzęt między gospodarstwami,
  4. zanieczyszczona słoma,
  5. bezpośredni kontakt świń z dzikami lub ich odchodami.

To właśnie te drogi zakażenia sprawiają, że zagrożenie potrafi pojawić się nagle, nawet jeśli hodowca sam nie widzi nic niepokojącego w swoim stadzie. Z punktu widzenia bezpieczeństwa liczy się nie tylko to, co dzieje się w chlewni, ale też wszystko, co trafia do niej z zewnątrz.

Nawet mała chlewnia potrzebuje szczelnej bioasekuracji

Właściciele świń – także ci, którzy utrzymują niewielkie stada – powinni traktować bioasekurację jak podstawę, a nie dodatek. To właśnie ona ma odciąć zwierzęta od źródeł zakażenia: kontaktu z dzikami, podejrzanymi materiałami, obcym sprzętem czy skażoną słomą.

W razie wątpliwości najlepiej sięgać po aktualne zasady publikowane przez:

  1. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi,
  2. Główny Inspektorat Weterynarii,
  3. powiatowego lekarza weterynarii.

To tam znajdują się szczegółowe wytyczne dotyczące zabezpieczania hodowli i reagowania na zagrożenie. Dla hodowców z Żor i okolic to ważna informacja praktyczna: przy ASF lepiej sprawdza się ostrożność niż późniejsze tłumaczenie, skąd wzięło się zakażenie.

na podstawie: Urząd Miasta w Żorach.